Close Sidebar close
mamafizjoterapeuta
  • Home
  • Blog
  • O mnie
  • Sklep
  • Materace Fizjomax
  • Instagram
  • Facebook
  • Kawa

  • Home
  • Blog
  • O mnie
  • Sklep
  • Materace Fizjomax
  • Instagram
  • Facebook
  • Kawa
mamafizjoterapeuta
🇵🇱 🇬🇧
mamafizjoterapeuta
    0-3 miesiące 4-7 miesięcy

    HIGH NEED BABY. WYMAGAJĄCE DZIECKO 8 LAT PÓŹNIEJ – NASZA HISTORIA.

    niemowlak oparty o ramię rodzica

    Ostatnia aktualizacja: 20 listopada 2025

    Postaw kawę

    Kiedy na świecie miało pojawić się moje drugie dziecko, wydawało mi się, że… wiem co mnie czeka. Miałam już przecież dwuletniego synka, więc potrafiłam sobie wyobrazić jak wygląda poród czy pierwsze miesiące z niemowlakiem…

    Im bliżej terminu, tym intensywniej myślałam o tym jak to będzie i snułam plany dotyczące tego, jak podzielić mój czas i uwagę na te dwie małe istotki…

    Szczerze mówiąc… nie wydawało mi się to specjalnie trudne, bo przecież… niemowę w zasadzie tylko je i śpi, a mój starszy synek był już na tyle duży, że opieka nad nim nie sprawiała mi żadnych trudności.

    I… tak sobie tkwiłam w błogiej nieświadomości aż do dnia, w którym na świecie pojawiła się ONA… Moja wymarzona, wyczekana córeczka…

    Poród przebiegł bardzo sprawnie i zanim się obejrzałam, tuliłam w ramionach moją małą Kruszynkę…

    Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że ta Kruszynka, przez najbliższe dłuuugie miesiące, tego tulenia będzie potrzebowała AŻ tyle… Że w zasadzie nie będzie schodziła z moich rąk i wywróci mój dotychczas przewidywalnie funkcjonujący świat całkowicie do góry nogami…

    Wtedy nie przywiązywałam do tego zbyt wielkiej wagi, ale kiedy teraz sięgam pamięcią wstecz, to uświadamiam sobie, że jeszcze tego samego dnia, kiedy postanowiła wyjść z mojego brzucha, dawała pierwsze sygnały tego, że… nie będzie z nią tak lekko jak z bratem.

    Potrzebowała wyjątkowo dużo bliskości. Bliskości i… ssania, i podczas gdy inne mamy odkładały swoje śpiące Maluszki do szpitalnych łóżeczek, ja tkwiłam wciąż z moją Lili wczepioną we mnie i wydającą zdecydowane oznaki niezadowolenia za każdym razem, kiedy tylko próbowałam ją odłożyć…

    kilkudniowy niemowlak
    Lili jako kilkudniowa dziewczynka…

    WTEDY JESZCZE MIAŁAM NADZIEJĘ, ŻE TO MINIE…

    Ale nie mijało…

    Co więcej… kilkudniowy urlop mojego męża szybko się skończył i już piątego dnia po porodzie zaczęłam zostawać na całe dnie sama z dziećmi…

    Było bardzo ciężko. O ile fizycznie czułam się naprawdę bardzo dobrze, tak nieprzespane noce i fakt, że Lili była w jakimś kontakcie z moim ciałem niemal 24h/dobę sprawiały, że czułam się niesamowicie przytłoczona.

    I… pewnie gdyby nie to, że miałam już starszego Synka, którego wychowywałam przecież w dokładnie taki sam sposób, to pewnie popadłabym w poczucie winy, że to ja robię coś nie tak…

    Zdrowotnie u Lili nie było nic, co by lekarza lub mnie niepokoiło, więc początkowo zrzucałam to na karb brakującego czwartego trymestru (>>>SPRAWDŹ<<<)… Tak naprawdę odliczałam dni do tego, kiedy on wreszcie się skończy…

    Kłopot w tym, że brakujący czwarty trymestr odszedł w zapomnienie, a zachowanie mojego dziecka pozostało niemal bez zmian.

    I to był chyba dla mnie najtrudniejszy moment. Zniknęło światełko w tunelu, którego trzymałam się jak tonący brzytwy i stanęłam oko w oko z… nieznanym…

    Nie miałam wtedy pojęcia kim są wymagające dzieci (i jak się później okazało, również wysoce wrażliwe osóbki), z czym to się je i czy kiedykolwiek coś jeszcze będzie wyglądało tak, jak dawniej…

    Ale nie było drogi powrotnej. Trzeba było stawić temu czoła czy mi się to podobało czy nie.

    Lili potrafiła naprawdę świetnie funkcjonować, ale jej strefa komfortu była niesłychanie wąska. Potrafiła być bardzo pogodnym dzieckiem, ale kiedy tylko wydarzało się coś, co z tej bezpiecznej przestrzeni ją wytrącało, bardzo dobitnie i w formie nieznoszącej sprzeciwu alarmowała o tym całą okolicę…

    Niczego nie dało się zaplanować. Jednego dnia jej drzemka trwała 15 minut, innego, spała ponad godzinę o zupełnie nieprzewidywalnej porze… Obiady gotowałam często cały dzień próbując wygospodarować jeszcze choć chwilę czasu dla mojego starszego dziecka…

    To był dla mnie bardzo trudny czas… Wiele miesięcy na naprawdę ekstremalnie wysokich obrotach…

    [autopromocja]

    SPRAWDŹ

    CO BYŁO DLA MNIE NAJTRUDNIEJSZE?

    Chyba samotne macierzyństwo i… poczucie niezrozumienia.

    • Dlaczego samotne?

    Oczywiście miałam męża i „normalną” rodzinę, ale był to taki czas w naszym życiu, kiedy mój mąż bardzo dużo pracował. Każdego dnia wychodził wcześnie rano i wracał, kiedy dzieci już spały. Weekendowy, a w zasadzie niedzielny tatuś…

    Jemu też nie było z tym dobrze, ale taki mieliśmy czas i trudno było coś zmienić, bo utrzymanie rodziny było wtedy wyłącznie na jego barkach…

    • A inne osoby?

    Nie miałam wsparcia w rodzinie. Dziadkowie mieszkają w sporej odległości od nas i w zasadzie widywali się z wnukami może raz na miesiąc, a kiedy już przyjeżdżali, Lili była wręcz bezobsługowym dzieckiem… Trudno było im sobie więc wyobrazić, że na co dzień nie jest już tak kolorowo – to przecież pewnie ja przesadzam…

    CZY CZUŁAM SIĘ OCENIANA?

    Chyba tak. I tak, jak wspomniałam wcześniej, pewnie gdyby nie to, że Lili nie była moim pierwszym dzieckiem, łatwo byłoby mi popaść w poczucie winy, że to ja robię coś nie tak…

    Ostatecznie… przetrwaliśmy to.

    CZY BYŁO LEKKO?

    Oczywiście, że nie! Ale dzięki temu doświadczeniu wydarzyło się naprawdę bardzo wiele dobrych rzeczy, które myślę będą procentowały na przyszłość!

    Dzięki temu dowiedziałam się bardzo wiele o sobie, o swoich granicach, o tym, że… też jestem wysoce wrażliwą osobą…

    Czego się nauczyłam?

    • Przede wszystkim tego, że nie ma gotowych rozwiązań – „złotych rad”, które sprawdzą się idealnie u wszystkich. Mając na stanie małego hajnidka trzeba być bardzo elastycznym. Wybić sobie z głowy wszelkie plany i założenia i skupić na obserwacji dziecka oraz próbie dopasowania do jego aktualnych potrzeb. To nie jest rozpieszczanie go. To próba przetrwania w jak największym komforcie.
    • Dzięki mojej wysoce wrażliwej córeczce nauczyłam się łapać chwile. Nie wiedziałam co przyniesie dzień (przy Franku wszystko było bardziej przewidywalne), w związku z czym brałam to, co było. Nie planowałam zbyt dużo i nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy…
    • Dowiedziałam się o tym, że sama również mam granice i że nie da się funkcjonować opierając się jedynie na świadomym kontrolowaniu tego, aby nie wybuchnąć. Taka bańka zawsze pęka…
    • Nauczyłam się tego, że koniecznie trzeba zadbać o swoje własne potrzeby. I… że dbanie o nie to nie jest egoizm, ale coś, co w długofalowej perspektywie będzie sprzyjało dobru całej rodziny.

    Dlatego nie wahałam się fundować sobie czasem domowego spa, chwili tylko dla siebie ze słuchawkami na uszach czy krótkiego spaceru, kiedy akurat dzieci były pod opieką męża lub dziadków.

    Z pustego i Salomon nie naleje, dlatego nauczyłam się też przyjmować pomoc i ten słoiczek z klopsikami od teściowej, który od czasu do czasu dostawaliśmy, już tak bardzo nie bolał.

    • Nauczyłam się też nie zamartwiać na zapas… Zauważyłam, że bardzo przytłaczające było dla mnie to, kiedy myślałam o opiece nad Lili w dłuższej perspektywie. Dlatego zamiast wizji miesiąca czy roku myślałam jedynie o danym dniu. Żeby przetrwać do wieczora… Żeby sprostać temu wyzwaniu tu i teraz. Dzisiaj.
    • Dzięki Lili jeszcze większą uwagę zaczęłam zwracać na to, jakich słów używam i w jaki sposób to robię. Mówienie „nic się nie stało”, podczas gdy po upadku kolana niemal ociekały krwią poszły w zapomnienie… Zauważyłam też, że jest ogromna różnica pomiędzy stwierdzeniem „jestem zła” a „czuję złość”… To procentuje do dziś.
    • Lili uświadomiła mi jak wiele rzeczy, które nas otacza może być potencjalnym stresorem… Dzięki niej dowiedziałam się, że niezaspokojenie pragnienia lub głodu czy niezałatwienie swoich potrzeb fizjologicznych na czas może rozwalić nam dzień… Dowiedziałam się, że stresorem może być nie tylko zbyt ostre światło… Może być nim też takie, które jest zbyt ciemne…
    • Dowiedziałam się, że hasło szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko nie jest tylko pustym sloganem i że coś w tym jest. Rezonans limbiczny naprawdę istnieje…
    • Nauczyłam się, że zawsze jest dobra okazja do tego, aby zacząć od nowa. Dlatego kiedy miałam poczucie, że zawaliłam, nie rozczulałam się nad tym, tylko próbowałam jeszcze raz.
    • Przestałam się bać prosić o pomoc i nauczyłam nazywać to, co aktualnie przeżywam…

    Jednym słowem, moja wymagająca córeczka pomogła mi uświadomić sobie, że „słabość” można przekuć w atut.

    Oczywiście, że w tamtym momencie było mi ekstremalnie trudno to dostrzec, ale z perspektywy czasu widzę to jak na dłoni.

    To, co przeżyłam jest też teraz dla mnie ogromną pomocą w pracy z moimi małymi Pacjentami i ich Rodzicami. Nigdy nie kwestionuję tego, że może być im trudno… Nawet jeśli widzę, że po moim gabinecie żwawo czworakuje uśmiechnięty osmiomiesięczniak lub biega rezolutna dwulatka, potrafię sobie wyobrazić, że domowa rzeczywistość może być zupełnie inna…

    uśmiechnięte dziecko
    Lili kilka lat później…

    JAK JEST TERAZ? CZY LILI Z TEGO WYROSŁA?

    Nie, z bycia wymagającym dzieckiem się nie wyrasta, ale… bardzo wiele się zmieniło, a my… nauczyliśmy się z tym żyć i bardzo dobrze nam z tym!

    Dzisiaj, Lili jest niesamowicie wrażliwą, empatyczną dziewczynką… Wielką pomocą i wsparciem… Dzięki swojej wrażliwości widzi rzeczy, których np. jej starszy brat zupełnie nie dostrzega. Jest wrażliwa na krzywdę i uczucia innych. Potrafi zobaczyć piękno w małych rzeczach i doskonale wczuwać się w to, co mogą przeżywać inni… Nadal jest wielką zagadką, ale rozmowy z nią są niezwykle inspirujące i skłaniające do przemyśleń.

    Uwielbiamy spędzać ze sobą czas… Wysoko wrażliwa mama i jej córeczka – najlepsza przyjaciółka! 🙂

    *Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny i nie zastąpią wizyty u fizjoterapeuty ani innego specjalisty, dlatego wszelkie wątpliwości koniecznie skonsultuj z osobą, która ma okazję zbadać Twoje dziecko. Dla dobra Twojego Maluszka nie udzielam porad on-line.

    Każdy maluch jest inny – a Twoje doświadczenia są bezcenne! Podziel się swoją opinią pod tym wpisem.

    [autopromocja]

    Potrzebujesz gotowych pomysłów na proste, wspierające zabawy z maluszkiem? Sprawdź mój Przewodnik!

    SPRAWDŹ

    Chcesz dowiedzieć się więcej na temat rozwoju, przyjaznej pielęgnacji i zabaw powoli i… KROK PO KROKU? Sprawdź moje kursy on-line!

    Kurs, w którym opowiem Ci o wszystkim tym, co najważniejsze w rozwoju maluszka od narodzin do końca trzeciego miesiąca życia.

    Dowiesz się czego się spodziewać i co powinno zapalić pomarańczową lampkę.

    Nauczysz się jak wspierać naturalny rozwój maluszka podczas codziennych zabaw i pielęgnacji – wszystko bez pośpiechu i presji.

    SPRAWDŹ KURS 0-3

    Kurs, dzięki któremu dowiesz się jak przebiega rozwój maluszka od początku czwartego do końca siódmego miesiąca życia i co powinno zapalić pomarańczową lampkę.

    Nauczysz się jak podczas codziennej pielęgnacji i zabaw dbać o rozwój psychoruchowy dziecka, które staje się już coraz bardziej ciekawe świata.

    Wszystko w przystępnej formie i krok po kroku – tak, aby wdrożenie tych wskazówek w życie było czystą przyjemnością.

    SPRAWDŹ KURS 4-7

    Kurs, w którym opowiem Ci o najważniejszych umiejętnościach, które powinien osiągnąć maluszek w tym wieku.

    Dowiesz się jakie są czerwone flagi fizjoterapeutyczne i nauczysz, na co zwracać uwagę podczas codziennych zabaw i pielęgnacji.

    SPRAWDŹ KURS 8-18

    Moje kursy i e-booki możesz zakupić również w formie VOUCHERA i podarować w prezencie przyszłym lub świeżo upieczonym Rodzicom!

    Wystarczy, że po dodaniu produktu do koszyka, zaznaczysz opcję „KUPUJĘ NA PREZENT”

    CHCĘ KUPIĆ NA PREZENT
    MAŁE RZECZY MAJĄ ZNACZENIE

    Znasz Mamę, której ten wpis może przynieść trochę więcej spokoju? ❤️

    Podeślij jej link. Czasem jedna dobra informacja trafiona w odpowiednim momencie naprawdę dużo zmienia. A każde udostępnienie pomaga mi docierać z rzetelną wiedzą do kolejnych Rodziców.

    WhatsApp → Facebook →
    6 komentarzy
    • pełzanie niemowlaka
      PEŁZANIE U NIEMOWLAKA – KIEDY I JAK?

    • kokon dla niemowlaka
      KOKON NIEMOWLĘCY – ZA I PRZECIW.

    6 komentarzy

  • Reply Niki at

    Dziękuje za ten wpis, chociaż nie pociesza ale daje nadzieje, że może faktycznie nauczymy się ze sobą żyć. U mnie też Lili, pierwsze tygodnie nie były najgorsze bo miała żółtaczkę, za to po 3 tygodniach już koszmar. Ciagle ręce i do tego mamoza. Tata pomagał ile mógł, ale nie radził sobie z tym, że dziecko akceptowało go tylko wtedy gdy byłam w pobliżu. Zupełnie nie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo, to pierwsze dziecko i wiedziałam, że będzie ciężko ale nie, że aż tak. Szybko musiałam wrócić do pracy zdalnej więc każdą wolną chwilę spędzałam na pracy. Lili rosła i wciąż tylko chciała, żeby do niej mówić i ją zabawiać i nosić na rękach. Wózek i leżaczek był tylko dobry kiedy spała, potem już parzył. Skończyłam z depresją i agresją, gdzie zawsze byłam spokojnym człowiekiem. Jak lekarz stwierdził z przemęczenia. Mija już dwa lata a ja wciąż tylko narzekam na macierzyństwo, czuje że jestem okropną matką chociaż dużo jest fajnych chwil gdy spędzamy czas razem. Staram się być bardziej cierpliwa ale po dniu pełnym stękania i buntu o wszystko wybucham, gdyby nie żłobek chyba znowu musiałabym brać antydeprezany, dziś biorę tylko okazjonalnie leki na uspokojenie. Jest uparta i bardzo charakterna, dużo jęczy i płacze z byle powodu o chyba to mnie najbardziej dobija. Nie mogę się pogodzić z tym, że właśnie mi się trafiło takie dziecko. Czy spełniałabym się w roli mamy gdyby była inna, a może to ja przesadzam i miałam inne oczekiwania ? Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie.

  • Reply Madzia at

    Jestem wdzieczna za ten wpis. Właśnie też zauwazylam jak wyjątkowa jest moja córeczka i jak rady innych nam nie służą i nie sprawdzają się. Dzięki takim info, przestaję skupiać się na tym że muszę dziecku pomóc, a że ważne jest bycie, słuchanie i odpuszczenie. Oraz że zamiast jej rozwój wspierać za wszelką cenę warto zadbać o nasz luz w ciele. Bo takie wrażliwe istoty, odczuwają każde napięcie w nas i emocje. Dziękuję za wpis, bo jest to cos co sama czuję,niezrozumienie i bycie z tym samą, że nie chcę olewać płaczu dziecka i ze nawet jak nie wiem czego potrzebuje, to chce ja chociaż przytulić a nie pozwolić na wypłakanie. Cenne są spostrzeżenia w tym wpisie i wskazówki 🙂

  • Reply Dotka at

    Jeju. Jakbym o sobie czytala historie. I tez corka Lili . No szok. Starszy syn idealne dziecko- calymi dniami spał. Musialam budzic go na karmienie a od 3msc spał cala noc! A ta mala ksiezniczka z rak nis schodzi, ciagle musi mnie czuc, byle ruch czy dzwiek to sie wybudza, spi w dzien jakies 2-3 h oczywiscie nie na raz.. Mam o tyle dobrze ze jak juz uspie ja na noc to ladnie przesypia. Budzi sie co jakies 2-3h na karmienie ale spi dalej! Tyle wygrac! Spacer tez odpada bo do wozka nie chce!
    Ale z tego co czytałam Liliana to bardzo wrazliwa wlasnie dziewczynka! Tez mam wrazenie jestem z tych 'nadwrazliwych’ osob i szczerze wolalabyn zeby corka taka nie byla.. Ciezko byc wrazliwym w swiecie.. 🙁

  • Reply Andune at

    Ojej, jak dobrze, że o tym piszesz. Moje pierwsze dziecko nie było klasycznym hajnidem, ale poznałam znaczenie słowa „nieodkładalny”. Dobrze pamiętam, jak koleżanka narzekała, że nie ma czasu, bo jej dziecko z dwóch drzemek przeszło na jedną – podczas gdy dla mnie „drzemka w łóżeczku” brzmiała jak z powieści fantasy. W takim momencie bardzo pomagają takie treści, które uświadamiają, że każde dziecko jest inne i to nie ja jestem totalną porażką.

  • Reply Hania at

    Popłakałam się czytając ten tekst. Przypomniał mi się mój pierwszy macierzyński. Trzy lata minęły i jest lepiej, znacznie lepiej. Zdrówka dla Waszej rodzinki!

  • Reply Mama Kosmetolożka at

    Cieszę się, że porusza Pani ten temat. Moje pierwsze dziecko jest wymagające, myślę że po mamusi również. Bardzo ciężko było zderzyć się z opowiadaniami innym mamusiek i komentarzami rodziny, jakoby to my zle wychowujemy dziecko. Powinno się o tym mówić. Mój syn jest wyjątkowy i t dostrzegam to na każdym kroku. Zaskoczy mnie swoją indywidualnością z pewnością jeszcze nie raz.

  • Odpowiedź Anuluj

    Podziel się swoim doświadczeniem ❤️

    Masz podobne doświadczenia ze swoim Maluszkiem? Napisz kilka słów. Twój komentarz może być cenny także dla innych Rodziców.

O mnie

 

 

Nazywam się Małgorzata Paleczny. Jestem pełnoetatową żoną, mamą i fizjoterapeutą. Kocham to, co robię i choć moja doba nigdy się nie kończy, postanowiłam założyć bloga.

 

Piszę o rozwoju psychoruchowym dziecka od narodzin, pokazuję sposoby na jego wspieranie, a także opowiadam historie z barwnego życia naszej siedmioosobowej rodziny 😉

Współtworzę cenione przez tysiące Rodziców, zdrowe materace dla dzieci i niemowląt – Fizjomax

 

Wpisy mają charakter informacyjny i nie zastąpią wizyty u fizjoterapeuty, dlatego nie udzielam porad on-line.

[autopromocja]

DOŁĄCZ DO MOJEGO ROZWOJOWEGO NEWSLETTERA!

ZAPISZ SIĘ

WSPIERAJĄCE ZABAWY KROK PO KROKU I W JEDNYM MIEJSCU? SPRAWDŹ FIZJO-BABY-GIMNASTYKA!

ZOBACZ

FizjoMAX – zdrowy i przebadany materac dla niemowlaka (0 – 3/5 lat)

ZOBACZ MATERAC DLA NIEMOWLAKA

FizjoMAX – zdrowy i przebadany materac dla juniora (2 – 19 lat)

ZOBACZ MATERAC DLA JUNIORA
ZOBACZ
ZOBACZ
ZOBACZ
  • Home
  • Blog
  • O mnie
  • Sklep
  • Materace Fizjomax
  • Na prezent 🎁
  • Logowanie do Kursów i ebooków
  • Polityka prywatności

© 2026 Mama Fizjoterapeuta. Wszelkie prawa zastrzeżone.